Blog > Komentarze do wpisu
Pożegnalny obiad w La Botte Piena

Marzyłam o niej od kolacji we wrześniu dwa lata temu,”śniłam”, że jeszcze kiedyś będę się delektować wyborem grzaneczek z pecorinem i konfiturami, grzybami i czym tam jeszcze, wspaniałym makaronem i domowym czerwonym winem. Na ostatni dzień, żeby nie popaść w melancholię wywołaną końcem wakacji, wybraliśmy się zatem do Montefollonico na obiad. I było wszystko to, co sobie wymarzyłam: czternaście rodzajów grzanek (to nie cały tutejszy asortyment, mają ich ponad dwadzieścia), domowej roboty pici z sosem pomidorowym i mięsem, spagetti z cukinią, kiełbaskami i migdałami, cudowne dojrzałe sery z konfiturą z truskawek i gruszek, przepyszne carpaccio z rukolą, domowe wino...A na deser karmelowy pudding lub czekoladowe ciepłe ciasto z lodami. Truśce się dostały sorbety w zamrożonych owocach- pycha. Na koniec słodkie musujące wino i pełnia szczęścia gotowa. A jak jeszcze kelner nas zapytał, czy przypadkiem już tu nie byliśmy, bo jemu się wydaje, że nas rozpoznaje- no po prostu żyć nie umierać. Poważnie rozważałam przykucie się tam łańcuchami na czas dłuższy.
Nawet Truszon, początkowo zmęczony i śpiący, dał się ponieść atmosferze średniowiecznego mini-miasteczka, pięknu otaczającego krajobrazu i rozkoszom stołu.
Nie udało mi się namówić chłopaków na wizytę w mojej ulubionej Pienzie, ale zawlokłam ich jeszcze przynajmniej do San Biagio- kościoła u podnóża Montepulciano, dzieła Sangalla, uważanego za jedną z najbardziej harmonijnych renesansowych budowli. Wewnątrz spojrzała na nas Madonna di Buon Viaggio- oby spoglądała tak przez całą drogę powrotną do domu.
Ach, jak ja będę tęsknić za moja ukochana Toskanią i Umbrią. Mimo, że tyle jest jeszcze miejsc do odwiedzenia, będę musiała tu wrócić- tak to jest za nałogami. Można co prawda z nimi walczyć, ale ja nie zamierzam i póki się da będę hołdować mojemu- miłości do Włoch, ze szczególnym uwzględnieniem ich środkowej części.

Szczęśliwe we wnętrzu ukochanej knajpki

Trusia i jej deser- były to sorbety podane w wydrążonych owocach, z których zostały zrobione- była limonka, truskawka, kiwi, gruszka, banan i chyba coś jeszcze, ale zapomniałam

Ja tu jeszcze wrócę- a przed powrotem sprawdzę dzień, w którym knajpka jest chiusa

A to już kościół San Biagio u stóp Montepulciano, zaprojektowany przez Sangalla, zbudowany w 1518r.

Obok niego kanonia, także projektu Sangalla

Kościół raz jeszcze

Ostatni wieczór na campingu- trochę smutno, że wakacje już się kończą

Jeszcze spotkanie z Benedettą w drodze powrotnej i niespodzianka- deszcz

No i w drogę do domu.

czwartek, 26 listopada 2009, dsmiatek