|
Blog > Komentarze do wpisu
Pożegnalny obiad w La Botte Piena
Marzyłam o niej od kolacji we wrześniu dwa lata temu,”śniłam”, że jeszcze kiedyś będę się delektować wyborem grzaneczek z pecorinem i konfiturami, grzybami i czym tam jeszcze, wspaniałym makaronem i domowym czerwonym winem. Na ostatni dzień, żeby nie popaść w melancholię wywołaną końcem wakacji, wybraliśmy się zatem do Montefollonico na obiad. I było wszystko to, co sobie wymarzyłam: czternaście rodzajów grzanek (to nie cały tutejszy asortyment, mają ich ponad dwadzieścia), domowej roboty pici z sosem pomidorowym i mięsem, spagetti z cukinią, kiełbaskami i migdałami, cudowne dojrzałe sery z konfiturą z truskawek i gruszek, przepyszne carpaccio z rukolą, domowe wino...A na deser karmelowy pudding lub czekoladowe ciepłe ciasto z lodami. Truśce się dostały sorbety w zamrożonych owocach- pycha. Na koniec słodkie musujące wino i pełnia szczęścia gotowa. A jak jeszcze kelner nas zapytał, czy przypadkiem już tu nie byliśmy, bo jemu się wydaje, że nas rozpoznaje- no po prostu żyć nie umierać. Poważnie rozważałam przykucie się tam łańcuchami na czas dłuższy. Szczęśliwe we wnętrzu ukochanej knajpki Trusia i jej deser- były to sorbety podane w wydrążonych owocach, z których zostały zrobione- była limonka, truskawka, kiwi, gruszka, banan i chyba coś jeszcze, ale zapomniałam Ja tu jeszcze wrócę- a przed powrotem sprawdzę dzień, w którym knajpka jest chiusa A to już kościół San Biagio u stóp Montepulciano, zaprojektowany przez Sangalla, zbudowany w 1518r. Obok niego kanonia, także projektu Sangalla Kościół raz jeszcze Ostatni wieczór na campingu- trochę smutno, że wakacje już się kończą Jeszcze spotkanie z Benedettą w drodze powrotnej i niespodzianka- deszcz No i w drogę do domu. czwartek, 26 listopada 2009, dsmiatek
|
|