Blog > Komentarze do wpisu
Trochę Toskanii

Lago Trasimeno ma niewątpliwie jedną zaletę- stanowi doskonałą bazę wypadową do mnóstwa znanych i pięknych miejsc. Bo niedaleko stąd i do głównych zabytków Umbrii i do Toskanii, można też wybrać się do Lacjum, a nawet Rzym (dla zawziętych) leży w zasięgu możliwości. Ja do Rzymu wybierać się nie zamierzałam, bo jeden dzień w tym mieście, to jakby liznąć czekoladkę, ale jej całej nie dostać. W Rzymie spędziłam kiedyś z rodzicami dwa czy trzy tygodnie, byliśmy  tam cztery lata temu. Kocham Rzym i na pewno jeszcze do niego zawitam. Jednak nie tym razem. Ale Toskanii mojej ukochanej sobie nie odmówię- wiem, nie jestem specjalnie oryginalna w tym swoim uwielbieniu, wielu przede mną i wraz ze mną ją wielbi, ale to tylko świadczy o tym, że wielbić jest co. Zawitaliśmy zatem do Montepulciano- bo blisko i bo lubię. Była to już kolejna nasza wizyta w tym mieście, czwarta chyba. A Trusiowa druga- pierwszy raz przybyła tu dwa lata temu, z Bunią i Tysią. Tym razem Panienka początkowo się zawzięła, żeby nam popsuć przyjemność, marudziła, jęczała, zawodziła i nic się jej nie podobało. Troszkę zaczęliśmy wychodzić z siebie. Szczęśliwie w drugiej połowie spacerowania po mieście humor jej się poprawił. A w Montepulciano- coż, znów to, co tygrysom do szczęścia potrzeba: miasto na wzgórzu, wąskie uliczki wspinające się do głównego placu- Piazza Grande, mijane po drodze pałace, kościółki kryjące we wnętrzu przepiękne Madonny na freskach, liczne sklepiki i winiarnie, ze słynnym miejscowym Vin Nobile i wędlinami z dzika. Nic, tylko spacerować i się napawać. Ale tygrysom przyjemności jeszcze było mało, zatem po spacerze po Montepulciano pojechały posmakować jeszcze jednej "czekoladki"- Montefollonico. Montefollonico- miasteczko średniowieczne, na wzgórzu (a jakże), miniaturowe, cudne. Byłam tu już czwarty raz- trzy razy dwa lata temu, kiedy to, zachęceni przez autorów "Subiektywnego przewodnika po Toskanii" zapragnęliśmy zjeść w La Botte Piena. Przyjechaliśmy więc po raz pierwszy przy okazji wizyty w Pienzie i Montepulciano, głodni i bardzo napaleni na tutejsze specjały. I zastaliśmy zamknięte drzwi. Albowiem autorzy wspomnianego Przewodnika zapomnieli w nim napisać, że knajpka jest zamknięta we środy, a w pozostałe dni czynna jest w godzinach 12-14.30 i potem od 19.30. A my właśnie po raz pierwszy przybyliśmy tam we środę. Zawiedzeni musieliśmy się obejść smakiem, ale wytrwale spróbowaliśmy w dzień inny niż środa. Niestety, okazało się, że za drugim razem nie było wolnego stolika (bo lokalik duży nie jest, a z jakiegoś powodu nie działały wtedy stoliki na zewnątrz). Byliśmy jednak zawzięci, zarezerwowaliśmy sobie stolik na kolejny dzień- zawzięcie było tym większe, że dwa lata temu mieszkaliśmy na campingu odległym od Montefollonico o ponad 70km. Ale trud się opłacił, jedzenie było przepyszne. Tak więc i w tym roku zamarzyła mi się kolacja w La Botte Piena, a skoro już byliśmy tak blisko... Tylko, że i tym razem była to środa, a ja zapomniałam sobie w swoim egzemplarzu Przewodnika Subiektywnego zapisać tą ważną informację, że restauracja we środy nie działa- cóż, powiadają, że nie popełnia się dwa razy tych samych błędów... Do Montefollonico warto jednak przyjechać dla niego samego. Bo mieścinka jest cudna, taka właśnie smakowita czekoladka. Jadąc z Montepulciano widzi się ją na przewciwległym wzgórzu, ale potem gdzieś znika i wydaje się, że wcale jej nie ma. Skręca się z drogi do Torrita di Siena w prawo i przez czas jakiś nie ma nic tylko las. Po okrążeniu wzgórza wyłaniają się pierwsze domki, a po chwili obronne mury właściwego miasteczka. Jak poprzednimi razy zaparkowaliśmy przy głównej bramie- bardzo jest ona piękna, potrójna.  Przez bramę przechodzi się do innego świata. My przeszliśmy się główną ulicą w kierunku kościoła. Był wieczór, słońce zachodziło, wokół cisza i to wieczorne ciepłe światło. Domeczki w miniaturce, jak dla krasnali, czarny kocur wylegujący się na kościelnych bocznych schodach, zapalające się powoli uliczne latarnie... Atmosfera zupełnie nierealna, magiczna- gdyby nie świadomość, że moja Dwuipółlatka powinna niebawem znaleźć się w łóżku z butelką kaszki, posiedziałabym tu dłużej... A na wzgórzu naprzeciwko- Montepulciano, najpierw skąpane jeszcze w zachodzącym słońcu, potem błyskając światełkami. Jeśli ktoś zabłądzi w te okolice, to zachęcam do wizyty nie tylko w Montepulciano i Pienzie (która jest cudna i pachnie pecorinem), ale też do wieczornego spacerku po Montefollonico. A jeśli akurat będzie to środa i zastaniecie zamknięte drzwi La Botte Piena, to może warto wypróbować inny lokal- restaurację zaraz po lewej stronie za bramą miejską- zauważyłam na drzwiach wejściowych, że wyróżniono ją w tegorocznej edycji Michelina.

Montepulciano

Na schodach Sant' Agostino przy Corso, niedaleko za Porta al Prato na północnym skraju miasta. Trusia trochę nieszczęśliwa- jakoś nie bardzo się jej w Montepulciano począkowo podobało.

Dlaczego to zdjęcie? Cóż, ten sklep zapamiętałam z wizyty w Montepulciano przed dwoma laty- weszłyśmy tam z siedmiomiesięczną Trusią i podziwałyśmy batiki- bo to sklep z ciuchami malowanymi batikiem.

Madonna Signorellego z kościoła Santa Lucia

Chyba wieża ratusza- od "zaplecza"

Wnętrze Duomo

Taką płaskorzeżbę znalazłam w katedrze na jednej z kolum- te maluchy uwieszone na sukniach swoich mam- wciąż aktualne.

Katedra z zewnątrz-  autorstwa Sangalla, głównego architekta miasta-niezbyt imponująca, bo niedokończona.

I raz jeszcze- tym razem z wieżą.

Fontanna, a raczej studnia, z lwem i gryfem, obok Palazzo Tarugi z loggią na jednym z narożników.

Gotycki Palazzo Comunale- ratusz z XIII wieku.

I uliczki- strome, niełatwo poruszać się po nich z dziecięcym wózkiem.

Truśka z pizzą- humor już zdecydowanie lepszy.

Średniowieczny dom z wieżą zegarową i statuą clowna na szczycie

Fasada Palazzo Bucelli przy Corso z rzymskimi i etruskimi płaskorzeźbami.

Lwia głowa na fasadzie Palazzo Avignonesi- Trusia udawała, że bardzo się jej boi.

Sekretne przejście w murze koło Porta al Prato.

Montefollonico

La Botte Piena- tego dnia niestety zamknięta :(

Montefollonico w rzeczywistości jest dużo piękniejsze. I o zmierzchu prezentuje się najpiękniej. Zaglądnijcie, jeśli będziecie w pobliżu.

(Zdjęcia z wnętrz kościołów są nieostre, bo nie używaliśmy lampy błyskowej, żeby nie szkodzić freskom. Za złą jakośc przepraszam.)

 

 

wtorek, 22 września 2009, dsmiatek